Idea szczepień w świetle wiedzy XXI wieku.


"Ruchy antyszczepionkowe" czy walka z bezmyślnością.

Dr n.med Jerzy Jaśkowski

Przed około rokiem Forum Ekologiczne, Biuletyn Izby Lekarskiej oraz Pielęgniarskiej zamieściły Raport Alana Philbiego na temat szkodliwości masowych szczepień całych populacji. Szczepień tak na wszelki wypadek. Niektórzy profesorowie np. p. prof. Wiesław Madzik z Warszawy zaczęli obieżdżać Kraj z referatem o jakiś ruchach antyszczepionkowych w Polsce. Wcześniej do żadnej z Redakcji które zamieściły ten referat nie przysłał ani pisma z koreferatem ani żadnych uwag na temat danych podanych w Raporcie Philipsa. Tak więc jeden artykuł urósł do ruchów antyszczepionkowych.

Przed kilku dniami natomiast, dotarł do mnie referat panów profesorów Państwowego Zakładu Higieny z Warszawy poświęcony jakoby mojemu referatowi na temat szczepień. Autorom zabrakło zwykłej odwagi cywilnej i zamiast przesłać, jak to wynika z dobrych obyczajów Prawa Prasowego jak również Kodeksu Etyki Lekarskiej ten koreferat czy to autorowi czy też do Redakcji która tekst opublikowała, jeżdzą po Polsce, za pieniądze podatników, rozdają swoje opracowanie, nie informując autora o tym fakcie. Jeszcze lepiej zachowują się w Warszawie, podając na swoich kursach różne konfabulacje np, że tytuł lekarza sobie przywłaszczyłem i tym podobne. No cóż, czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci.

Przechodząc do wymienionego opracowania, Panowie Profesorowie z PZH zachowują się tak, jakby nie znali pojęcia ani czasu ani miejsca na ziemi. Już na pierwszych stronach zażegnują się, że nie znają opracowania, które stanowi podstawę referatu ale skoro dr. J. Jaśkowski je streścił to on jest autorem. Jest to prosty chwyt socjotechniczny z archiwum KGB, no bo przecież nie wypada atakować Departamentu Epidemiologii Stanów Zjednoczonych za podanie danych, ale jakiegoś lekarza z Polski to można bezkarnie. Lepiej więc przyznać się do nieznajomości opracowania amerykańskiego, aby tym skuteczniej konfabulować na temat "opracowania" (w opracowaniu wyraźnie zaznaczono, że to jest streszczenie raportu amerykańskiego) polskiego. Autorzy w swoim koreferacie zachowują wszelkie zasady cywilizacji żydowskiej i turańskiej ; nie ważne co mówi, ale kto mówi.

Poniżej omówione zostaną niektóre fragmenty koreferatu.

Przechodząc do szczegółów Profesorowie na stronie pierwszej podają: "W krajach w których szczepienia ochronne przyczyniły się do dramatycznego zmniejszenia się liczby zachorowań i zgonów z powodu chorób zakaźnych..." W jednym zdaniu dwa nieporozumienia. Po pierwsze, jeżeli się wymienia kraje to należałoby podać je z nazwy. Od kilku wieków poszczególne państwa mają swoje nazwy i większość społeczeństwa nimi operuje. Chyba, że nie ma takich państw. Po drugie, jeżeli nastąpiło zmniejszenie, to nie dramatyczne tylko szczęśliwe. Tak przynajmniej powinien sądzić każdy lekarz. Przecież lekarzowi zależy na zwalczaniu choroby. Płacze i dramatyzuje tylko kupiec, bo mu się zmniejszył rynek zbytu a więc i zyski.

Na stronie trzeciej Profesorowie PZH podają, że w republikach byłego sojuzu sowieckiego akcja byłego pracownika Instytutu Kontroli Szczepionek z Moskwy dr G. Czerwonskowo, doprowadziła do zmniejszenia wykonania szczepień i wybuchu epidemii w byłym ZSRR, a także w innych krajach w tym i w Polsce. I znowu parę uwag. Dlaczego właśnie pracownik Instytutu Kontroli Szczepionek wystąpił przeciwko szczepionkom? Nie wyjaśniono!!! Po drugie, w Rosji nie szczepiono i wybuchła epidemia, teoretycznie wg starej ideologii, logiczne! Ale w Polsce i innych krajach szczepiono w tym czasie w 99.9%, a także w rejonach przygranicznych, gdzie kontakt z Rosjanami był łatwy wybuchła epidemia. Dlaczego? Zapomniano wyjaśnić!!!

Po trzecie wiadomo wszystkim, jako tako śledzącym sytuację w byłym ZSRR, że panuje tam głód, że przez pół roku i więcej nie wypłaca się pensji, że brak pieniędzy na ubrania a co dopiero mówić o mydle i jako takiej higienie. W tych latach przebywałem w tamtym rejonie i zapach szpitalny to był fenol i amoniak (mocz). Podobny zapach był na dworcach kolejowych, pociągach i w ogóle wszelkich publicznych pomieszczeniach. Tak, że oczywistym jest fakt zaniedbań higienicznych i to nie od dziś ale od wielu lat. Nie należy zapominać, że Rosja jest krajem zajmującym także czołowe miejsce zachorowań na trąd i wiele innych chorób zakaźnych. Zawsze z higieną była na bakier.

Wystarczyło być w latach 70 czy teł 80 w np tamtejszych szpitalach. Nie należy zapominać o higienie żywienia, ubikacjach itp. sytuacjach w życiu publicznym w Rosji a wszystko stanie się jasne dlaczego będą wybuchały okresowe epidemie.

Na stronie czwartej Profesorowie PZH podają, że jako kraj cieszymy się dobrym stanem zaszczepienia dzieci w wieku poniżej dwóch lat przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby B. No właśnie, wprowadzamy szczepienia przeciwko WZW B w sytuacji kiedy Departament Epidemiologii USA ogłasza, że dzieci szczepione przeciwko WZW chorują pięć razy częściej na zapalenia wątroby od dzieci nie szczepionych. Ciekawe nieprawdaż! I to wprowadzamy szczepienia (1997 rok w Gdańsku) kiedy wiadomo, że od 6 lat zachorowania na WZW zmniejszają się systematycznie bez szczepień. Mało tego, wprowadza się szczepienia kiedy wiadomo po pierwsze, że tzw wszczepienne zapalenia wątroby to jest nazwa sprzed 30 laty i dzisiaj już studenci medycyny wiedzą, że zachorować na tę chorobę można zarówno przy pocałunku jak i stosunku, że 10% małżeństw, z których jeden z partnerów chorował zaraziło drugiego partnera. Wprowadzają "nasi eksperci" szczepienia czyli obcogatunkowe białko do organizmu rozwijającego się człowieka w sytuacji kiedy w całej Polsce nie zamknięto ani jednego szpitala z powodu wyhodowania wirusa na sali operacyjnej, kiedy powszechne w użyciu są wszelkiego rodzaju sprzęty jednorazowego użytku. W tej sytuacji nie tylko, że brak podstaw do narażania dzieci na powikłania ale także brak podstaw na naciąganie społeczeństwa na dodatkowe wydatki. Bo albo wprowadzamy jednorazówki (wysokie koszta), albo szczepienia, albo zmieniamy system sterylizacji. Ale nie możemy robić wszystkiego jedocześnie. Tak nakazuje zdrowy rozsądek. Dodatkowy podatek od społeczeństwa, którego spora część nie posiada pieniędzy na wykup lekarstw ratujących życie, o czym szeroko donoszą specjaliści z ochrony zdrowia!!! Jest to po prostu niemoralne.

W następnym akapicie koreferatu pojawia się lawina przymiotników, których z powodu oszczędności lasów nie warto cytować ani ustosunkowywać się do nich.

"Ostatni Raport ŚOZ z 1996 r. bije na alarm i wyraźnie stwierdza, że choroby zakaźne nadal pozostają wiodącą przyczyną zgonów, powodując co najmniej 17 milionów zgonów tj 33% zgonów rocznie. Wśród których prym wiodą...malaria)brak strony). I to samo co powyżej, pomieszanie z poplątaniem. Po pierwsze raport ŚOZ wyraźnie podaje gdzie te zgony występują. Dla Panów z Warszawy Polska to taki kraj koło Afryki czy też Azji. Raport jasno podaje, że zgony z powodu chorób zakaźnych występują głównie w krajach afrykańskich i azjatyckich. Głównie w tych, w których toczy się wojna, istnieje głód i w ogóle brak takich podstawowych zdobyczy techniki jak kanalizacja i wodociągi. Niedostrzeganie takiej podstawowej różnicy pomiędzy Polską a tamtymi krajami jest niewiedzą z zakresu szkoły podstawowej. I nie wymaga komentarza. Ponadto dlaczego choroby zakaźne buszują w krajach które nie posiadają kanalizacji, wodociągów, ale za to kupują masowo broń z Rosji i USA i innych krajów. Wydatki na uzbrojenie wielokrotnie przewyższają wydatki na służbę zdrowia, oświatę, naukę i opiekę społeczną razem wzięte. I proszę zauważyć nikt nie występuje za wprowadzeniem zakazu sprzedaży uzbrojenia krajom afykańskim ale martwimy się z powodu głodu i epidemii występujących w tych krajach. Należy przypomnieć, że zjawiska te występują w krajach radosnego socjalizmu, głównie tam, gdzie byli doradcy radzieccy. Gdzie lekarze z dyplomami z Moskwy, czy też Pragi, dowodzili oddziałami partyzantki przeciwko białym. A więc tym, którzy nieśli tam zdobycze ochrony zdrowia.

"Dr J. Jaśkowski ochoczo kwalifikuje zespół nagłej niewytłumaczonej śmierci jako powikłanie poszczepienne. (str. 7)", kolejna dezinformacja. Po pierwsze w referacie A. Philipsa podano, że 100 milionowa Japonia zabroniła szczepić dzieci do drugiego roku życia. Było to w latach 70-ych.

Ta decyzja spowodowała prawie wyeliminowanie nagłych zgonów u niemowląt. Czyli nie Jaśkowski a Rząd Japonii podjął decyzję takiego postępowania. Było nie było rząd Japoni to jest takiego cywilizowanego Kraju - zakazał wykonywania szczepień u dzieci do drugiego roku życia. Po drugie: "efektem tego było wyeliminowanie nagłych zgonów" A więc coś z czego powinien się cieszyć każdy lekarz. Nic innego nie zrobiono a zgony zmniejszyły się. Myślę, że warto to samo zrobić w Polsce. Ostatecznie to są nasze dzieci, a nie dokładać im szczepień w pierwszych miesiącach po urodzeniu. Na tym polega mądrość życiowa, aby korzystać z cudzych doświadczeń. Nieprawdaż!!!

Hipoteza , wiążąca wrzodziejące zapalenie jelita ze szczepieniem przeciwko odrze jest rzeczywiście ostro krytykowana przez koncerny produkujące szczepionki. Jest to zrozumiałe. Nie tylko utrata rynku zbytu ale jeszcze wypłata odszkodowań. Jest więc o co walczyć. I na pewno znajdą się ludzie gotowi za ......... podważać tego rodzaju doniesienia. Faktem natomiast bezspornym jest, że ludzie szczepieni chorują 3 razy częściej na wrzodziejące zapalenie jelita, aniżeli ludzie nie szczepieni. Faktem jest, że odra to tylko wysypka skórna u dzieci a wrzodziejące zapalenie jelita to ciężka, nierzadko śmiertelna choroba. Wydawało się, że istniejące od ponad 20 lat dyrektywy ŚOZ, na które to dyrektywy powołują się moi adwersarze, mówiące o konieczności dbania o swoje zdrowie każdego człowieka indywidualnie, dotrze w końcu i do Polski. Niestety, jak to widać, tak mnie się tylko wydawało.

Nie jest również prawdą twierdzenie Profesorów jakoby trudno było udowodnić związki pomiędzy szczepieniem a powikłaniem. Tak było przed wielu laty, ale od ponad cwierćwiecza istnieją takie maszynki zwane komputerami. I wystarczy tylko dostarczyć dane o powikłaniach, aby można tą zależność dokładnie obliczyć. Problem polega na zbieraniu danych. Jak już o tym pisałem większość placówek san-epidów nie tylko nie posiada odpowiednich druków obowiązujących w Polsce od 1963 roku, ale punkty szczepień w ogóle nie wiedzą o takiej konieczności notowania powikłań. To jedna strona medalu. Drugą stroną jest fakt, że te same punkty zajmują się normalnym marketingiem - sprzedażą szczepionek tak samo jak butiki sprzedażą odzieży ,czy też domokrążcy sprzedażą kosmetyków.

Dalej w referacie cała masa przymiotników więc trzeba je ominąć i przejść do konkretów.

Otóż w jednym moi adwersarze się zgadzają z raportem Philipsa, że pomimo stosowania szczepień od prawie 200 lat, do dnia dzisiejszego nie stworzono systemu kontroli powikłań. To o czymś świadczy. Komu zależało na niedopuszczeniu do monitoringu powikłań?!!! Kto czerpie zyski ze sprzedaży szczepionek.

I dlaczego w Polsce ta sama grupa ludzi wydaje zezwolenia na stosowanie szczepionki a następnie kontroluje skuteczność szczepienia oraz liczbę powikłań poszczepiennnych?!!!

Jak to możliwe, aby gwoli elementarnego poczucia sprawiedliwości wydawanie pieniędzy i kontrola były w jednym ręku?!!! PZH nie dopuszcza nawet myśli, że kontrolą powikłań powinna zająć się zupełnie inna instytucja, niezależna od PZH. Profesorowie przyznają się, że dopiero w 1991 roku MZiOS wydało dodatkowe rozporządzenie zobowiązujące do zgłaszania powikłań poszczepiennych oraz cyt.: "W roku 1994 podjęto działania ożywienia systemu monitorowania niepożądanych odczynów poszczepiennych i od stycznia 1995 roku informacje takie są zbierane i analizowane przez PZH" koniec cytatu (ożywienie, żadne słowo tylko czyżby znaczyło, że system umarł). A jak może każdy osobiście sprawdzić, do dzisiaj w punktach szczepień brak druków zgłoszeń.

Następnie znowu Profesorowie podają że "dr. J. Jaśkowski niefortunnie cytuje dane z USA". Być może niefortunnie ale nie Jaśkowski tylko Philips i to dane Departamentu Epidemiologii USA. Ale skąd o tym wiedzą skoro przyznali się, że nie czytali Raportu, pozostanie ich słodką tajemnicą. Poza tym może dla przemysłu szczepionkowego są one niefortunne ale one są. I na pewno dokładne. Na stronie 26 prezentowany jest wykres przedstawiający zapadalność na niektóre choroby zakaźne w Polsce. Od 1945 roku do 1997 praktycznie pomimo szczepień dzieci nie notuje się spadku zapadalności na tężec. Natomiast notuje się spadek zapadalności na błonice ale przed wprowadzeniem szczepień. A zapadalność na krztusiec, pomimo stosowania od 50-u lat szczepień przymusowych, to od około połowy lat 70-ych nie tylko zapadalność nie została zahamowana ale notuje się pewien jej wzrost w latach 1990. Jakże więc można mówić o skuteczności szczepień!!!? Podobnie notuje się w latach 90-ych wzrost zapadalności na błonice. Te same obserwacje przytaczał Philips. Tak więc pomimo kategorycznych zaprzeczeń obie tabele dają ten sam wniosek. Istnieją więc duże wątpliwości co do celowości stosowania niektórych szczepionek.

Dalej moi utytułowani Koledzy podają jako wielki sukces szczepienie przeciwko ospie prawdziwej, które to szczepienie ich zdaniem wyeliminowało ospę. Czy aby takie rozumowanie chociaż w paru procentach opiera się na naukowej analizie. Ta akcja zwalczania ospy przy pomocy szczepionki trwała 176 lat, czyli prawie 7 pokoleń. Otóż historia medycyny zna znacznie krótsze okresy zniknięcia jakiejś choroby z "rynku". I to tak dokładnego zniknięcia, że obecnie nie możemy nawet domniemywać co to było. Np. "angielskie poty", prawdopodobnie choroba wirusowa, która spowodowała na początku XVIII wieku zgon prawie 70% mieszkańców Gdańska. W sumie choroba ta z nawrotami istniała ok. 100 lat, czyli 4 pokolenia i nikt już nie wie o co chodziło. Czyli chorowały 4 pokolenia a nie 7. Można by powiedzieć, że z powodu szczepień ospa trwała prawie o sto lat dlużej.

Po drugie, dlaczego w Polsce stosowano szczepienia przeciwko ospie 3 lata po tym, jak ŚOZ wycofała się z tych szczepień. Policzmy 600 000 dzieci rocznie po 30 zł za szczepienie i razy trzy lata. I to wszystko poszło z kieszeni podatnika a przeznaczone było na poprawę warunków pracy służby zdrowia oraz leczenia pacjentów (sic!!!)

Na str. 13 Pracownicy PZH zarzucają mi "sporą dozę ignorancji" ponieważ A. Philips podał, że "szczepionki wprowadza się do układu krwionośnego omijając system odpornościowy. Czyli wykluczając naturalne bariery odpornościowego systemu (skórę, błony śluzowe sok żołądkowy." i dalej, Profesorowie piszą cyt: "żadnych szczepionek nie wprowadza się bezpośrednio do układu kwionośnego, a ogólnie stosowane szczepionki wprowadza sią albo doustnie (Poliomyelitis) [tylko szczepionkę Koprowskiego - dopisek JJ] albo podskórnie lub domięśniowo [poliomielitis szczepionka Salka - JJ]. A ja naiwny myślałem, że fakt odkrycia przed prawie 300 laty systemu krwionośnego jest powszechnie znany już uczniom szkoły podstawowej. A nasi Profesorowie z Warszawy nadal twierdzą, że jak się podaje zastrzyk domięśniowo czy też podskórnie to nie dochodzi on do układu krwionośnego. I jak tutaj można prowadzić merytoryczną dyskusję!!!?

A. Philips podał, że brak do chwili obecnej prac, które wskazywałyby, że przeciwciała poszczepienne dają trwałą odporność. Najczęściej taka odporność trwa około 2 do 10 lat. Czyli zamiast zachorować w wieku dziecięcym, kiedy to tzw. dziecięce choroby nie powodują problemów, przesuwa się ten okres i po szczepieniu można zachorować w wieku lat 20 - 40, kiedy to problem zachorowania na "dziecięcą chorobę" jest znacznie poważniejszy. A zachorowanie na chorobę zakaźną w wieku dziecięcym daje trwałą odporność do końca życia.

Poza tym takie przechorowanie stymuluje system odpornościowy a szczepionka niezupełnie.

A tak na marginesie co powiedzą zwolennicy szczepień na wyraźny spadek zachorowań w latach 60 - 70 na kiłę i rzeżączkę. Przecież o ile mi wiadomo, żadnych dzieci się nie szczepi na te niewątpliwie groźne choroby. A jak to by było dobrze, jestem zaszczepiony i mi wolno... Bardzo dokładna analiza prac PZH za ostatnie 20 lat wykazała - że nie ma żadnej publikacji przez cały ten okres, która uzasadniałaby wprowadzenie szczepień albo ich skuteczność. Mało tego, większość prac to jest przepisywanie rocznika statystycznego GUS-u. Kto ma większe doświadczenie w opracowywaniu danych - statystycy czy też lekarze???

Następnie znowu powołują się nasi zwolennicy szczepień na ŚOZ podając, że w krajach rozwijających się itd. Jak mnie uczono, to Polska od dawna do krajów rozwijających się nie zalicza.

Po drugie, Autorzy nie rozumieją znaczenia wyrazu: obliczenie oraz szacunek. Wg słownika są to dwa różne wyrazy oznaczające zupełnie co innego. Czyli kłania się brak podstawowej wiedzy w zakresie semantyki. Trudno więc dyskutować. A dalej przez prawie dwie strony występuje naprzemienne mieszanie szacunków i faktów.

Po trzecie, jak mi wiadomo, w Polsce kanalizacja w niektórych miastach istniała od 1000 lat (mołe się archeologowie mylą ale to inny problem) natomiast te kraje na które powołują się Pracownicy PZH, do dnia dzisiejszego kanalizacji nie mają. Wystarczy popatrzeć na dziennik telewizyjny, jak nie można inaczej się nauczyć. Czyli kochani adwersarze chcą porównywać dwie dowolne cechy, których nie potrafią zdefiniować. No cóż można i na tym poziomie.

Na stronie 16 Autorzy koreferatu wracają do szczepionki przeciwko poliomielitis. Z zupełną beztroską przechodzą do danych Komisji Senatu Stanów Zjednoczonych oraz negują pisemne oświadczenie twórcy szczepionki Salka, który twierdzi, że zachorowania na polio występują u dzieci, które otrzymały szczepionkę doustną. Można zadać nieskromne pytanie, kto wie więcej o szczepieniu facet z Warszawy który nic nie stworzył, czy też twórca szczepionki przeciwko Polio. Ale to na marginesie. Panowie z Warszawy pomijają dwie lokalne epidemie polio, które wystąpiły właśnie wśród szczepionych dzieci w Polsce (nie słyszałem aby rodziny dostały odszkodowania). Po drugie, jeżeli twórca szczepionki przeciwko polio zeznaje przed komisją Senatu USA, że powikłania występują głównie u dzieci otrzymujących szczepienia doustne, to dlaczego w Polsce są tylko szczepienia doustne? Może są tańsze, może inne przyczyny to spowodowały, ale dlaczego nie robi się przetargu na zakup takiej czy też innej szczepionki. Podobno obowiązuje ustawa o państwowych zamówieniach. Dlaczego nie dotyczy ona szczepień. Dlaczego pacjent nie ma prawa wyboru tej szczepionki, którą chce a tylko tę, którą mu ofiaruje urzędnik zza biurka!!!?

"W USA na 250 milionów ludzi po szczepieniach przeciwko polio choruje 5 -10 osób rocznie" cytat z referatu . - połowa z nich to dzieci szczepione ostatnio, a pozostałe to zachorowania kontaktowe u wrażliwych osób." To znaczy, że chorują zarówno szczepieni jak i nie szczepieni.i to w tosunku 1:1.

Na stronie 17 znajduje się stwierdzenie cyt: "Dr Jaśkowski mija się z prawdą twierdząc, że w Polsce praktycznie jedynym sposobem zwolnienia ze szczepień jest choroba dziecka. Polski program przewiduje szereg krótko - i długotrwałych przeciwskazań zdrowotnych oprócz ostrych chorób gorączkowych, nadmierną reakcję na poprzednią dawkę szczepionki, nadwrażliwość na składniki szczepionki, choroby ...."

Są to zadziwiające stwierdzenia w ustach lekarzy. Po pierwsze podałem, że do zwolnienia kwalifikuje tylko choroba dziecka. Autorzy zaprzeczają po to, aby wymienić potem kilka nazwanych jednostek chorobowych. Kłania się semantyka. Wyraz "choroba" obejmuje zarówno chorobę ostrą gorączkową, jak również chorobę imunologiczną, jak również chorobę alergiczną, czy też ostrą alergię. To wie przeciętny student medycyny. W każdym bądź razie na Akademii Medycznej w Gdańsku. Nasuwa się więc pytanie, czy o tym wiedzą Pracownicy Państwowego Zakładu Higieny?

A swoją drogą, jak sobie p. Profesorowie wyobrażają stwierdzenie u dziecka, czy jest wrażliwe na "składniki szczepionki"? Wniosek nasuwa się sam; po pierwsze zakładają, że jest to fakt powszechnie znany; istnienie wrażliwości na związki chemiczne zawarte w szczepionce. Sami publikowali na ten temat prace.

Po drugie, można wyciągnąć również taki wniosek z powyższego twierdzenia, że najpierw trzeba zaszczepić dużą liczbę dzieci, aby stwierdzić czy wystąpią powikłania czy też nie. Czyli dzieci są rodzajem królików doświadczalnych. I znowu nie pracownicy sektora szczepionkowego ale dziennikarze ujawnili haniebne procedery testowania szczepionek w domach dziecka i szpitalach dla biedoty np w Australii. Czyli wracamy do pojęcia etyki. Czy kosztem zdrowia biednych dzieci w jednym kraju można tworzyć leki podawane w innym kraju, których celowość podawania nie jest jednoznacznie udowodniona!!!? No ale te wątpliwości dotyczą tylko członków wspólnoty cywilizacji chrześcijańskiej. Jak widać, wśród przedstawicieli innych cywilizacji one nie istnieją.

P.S. z ostatniej chwili
24 czerwca Ministerstwo Zdrowia wspólnie ze Światową Organizacją Zdrowia udawadniali polskiemu społeczeństwu, że szczepienia to wielka zdobycz medycyny i że są BEZPŁATNE. A ja naiwny myślałem, że tego rodzaju slogany umarły po wyborach w 1998 roku. Trzydzieści procent polskich rodzin żyje poniżej minimum socjalnego a tutaj znajduje się postawny pan, który twierdzi, że coś jest bezpłatne tylko... społeczeństwo tego nie rozumie. Skąd my to znamy?


Wstecz Strona główna Naprzód

[Historia FRE] [Dane o FRE] [Nasze publikacje] [Wydawnictwa] [Ekologia w sieci] [E-mail]